poniedziałek, 21 października 2013

Gdyńskie Muzeum Motoryzacji


Korzystając z pobytu u Rodziny w Gdyni odwiedziliśmy Gdyńskie Muzeum Motoryzacji. Mieszcząca się w nim kolekcja zrobiła na nas bardzo duże wrażenie. Zwłaszcza na Jeżu, który nie wiedział w który motocyklowy zakamarek najpierw wcisnąć swój ciekawski nos. Starałam się ująć na zdjęciach wszystko co było przedmiotem długich wywodów ("patrz! lampa karbidowa!") i mam nadzieję, że większość udało mi się uchwycić. Nie pokażemy jednak każdego szczegółu, bo ciekawostek było tam tak wiele, że gdyby nie konieczność powrotu do domu Jeż siedziałby tam nadal ;) Będąc w Gdyni koniecznie odwiedźcie to muzeum (i zostawicie sobie na zwiedzanie odpowiednią ilość czasu ;)), a tymczasem zapraszamy na przegląd zdjęć.

CWS M111, "Polski Harley" znany jako Sokół 1000. Pierwszy raz widzieliśmy na własne oczy tą legendę polskiej motoryzacji. Motocykl pojawił się przed II wojną światową i był w jej czasie używany przez wojsko. Chyba najwspanialszy eksponat w całej kolekcji! Z tego okresu był też Indian Chief oraz Harley-Davidson WLA.


Oprócz "popularnych" modeli amerykańskich motocykli zabytkowych zobaczyć można było również inny model Indiana z podramowym zbiornikiem paliwa. Właśnie rama wskazywałaby na to, że jest to konstrukcja starsza niż np. wspomniany wcześniej Chief, ale oba motocykle były produkowane w podobnym okresie. Lekkie zdziwienie wywołał podpis motocykla (Indian Scout), ponieważ konstrukcja jest inna od lepiej nam znanego modelu Military Scout, którego pięknie odrestaurowany egzemplarz pojawia się na okolicznych imprezach związanych z "zabytkami". A dzięki uprzejmości Właściciela Jeż miał okazję na nim siedzieć (radości nie było końca, a raczej nie ma nadal). Dziękujemy ;) Oprócz ramy uwagę zwraca przednie zawieszenie wykorzystujące wahacz piórowy (coś jak w przednim zawieszeniu Fiata 126p).


Motocykl ten zapisał się nawet na kartach kinematografii - zagrał "główną rolę" w filmie "The World's Fastest Indian" ("Prawdziwa histora"), który oparty był na historii Nowozelandczyka Burt'a Munro. Człowiek ten tuningowanym przez siebie Scoutem pobił światowy rekord prędkości. Równie dużą sławę Scoutom przyniosły występy w tzw. beczkach śmierci do których motocykle te były wykorzystywane w czasach swojej świetności. Nie wiecie co to beczka śmierci? To czyste wariactwo - dla niewtajemniczonych zamieszczamy filmik ;)



W Gdyńskim Muzeum można zobaczyć też znacznie starsze konstrukcje takie jak widoczny na zdjęciach Raleigh. I...nie uwierzycie ;) Jeż stwierdził, że pierwsze słyszy (i widzi) taką nazwę. Nie przeszkodziło mu to jednak w dostrzeżeniu kilku ciekawych elementów jak wspomniana już wcześniej lampa karbidowa, a także nietypowego układu hamulcowego przedniego koła. Być może jest to "normą" w zabytkach z tego okresu, ale nas zaskoczyła konstrukcja, w której element cierny współpracuje z czymś w rodzaju "drugiej felgi". Czy jest na sali specjalista ? Przedni hamulec to ewenement, za to typowym rozwiązaniem dla maszyn z "tej epoki" jest cylinder typu "ślepak", czyli odlany razem z głowicą (jako jeden element).


Następnym motocyklem, który jest ciekawy pod względem technicznym jest......Velocette z 1959r. Nietypowa jest w nim rama wykonana z blach stalowych, a przede wszystkim nietypowy jest silnik. Jest to czterosuwowy, dolnozaworowy bokser, co samo w sobie nie jest niezwykłe. Dziwić może dość mała pojemność (zaledwie 192 ccm). Jednak najbardziej niezwykłe w ponad 50-letnim motocyklu jest chłodzenie cieczą. Na kolejnym zdjęciu następna ciekawostka, która bardzo przypadła nam do gustu czyli lampa, w której umieszczony jest amperomierz. Szkoda, że takiego bajeru nie montuje się we współcześnie produkowanych motocyklach (pomijając chyba jedynie najbardziej luksusowe Harley'e z serii touring).


Kolejny eksponat pochodzący z Anglii - BSA. Późniejsze wersje tego motocykla nosiły nazwę Gold Star którą zawdzięczały sukcesowi na torze Brookland. Największą, a na pewno najłatwiejszą do zauważenia ciekawostką jest napęd wałka rozrządu wałkiem królewskim. Rozwiązanie to jak każde inne, miało swoje zalety i wady. Zaletą było niezawodne przeniesienie napędu na pracujący w głowicy wałek oraz możliwość precyzyjnego i niezmiennego w czasie eksploatacji ustawienia faz rozrządu (czego nie zapewnia rozciągający się łańcuch). Wadami była spora masa i wysoka cena (konieczne były dwie przekładnie kątowe). Pewnie z uwagi na to ostatnie obecnie wałek królewski stosowany jest chyba jedynie w Kawasaki W800.


I nadal Wielka Brytania w postaci Ariela 500 z 1930 roku. Motocykl ma czterosuwowy silnik z dość poziomo ustawionym cylindrem i pionowo użebrowaną głowicą. Ale najlepsze jest to że zawory, ich sprężyny i dźwigienki widoczne są na zewnątrz! Na zlocie zabytkowych motocykli w parku w Strumieniu Jeż miał okazję widzieć podobny silnik podczas pracy. Coś wspaniałego!
 

Ostatni motocykl na który chcieliśmy zwrócić uwagę również pochodzi z Europy, a konkretnie z Niemiec. Specyficzny Zundapp K800. Jak właściwie czyta się tą nazwę? Spotkałem się z wymową "Cindap". Czy to tak? K800 prezentuje bardzo charakterystyczną dla tego producenta ramę z profili stalowych. Podobnie wyglądało to w jednocylindrówkach oraz najsłynniejszych wojskowych KS 750. K800 jest wyjątkowy z powodu swojego silnika. Tutaj mianowicie tak typowy dla niemieckich konstrukcji bokser otrzymał cztery cylindry. Oczywiście pojawił się problem z przegrzewaniem tylnego cylindra. Swoją drogą ciekawe musi być też zasilanie tego silnika, bo skoro wydechy wychodzą przodem i tyłem cylindra a zawory (SV) umieszczone są na górze, to kanały dolotowe muszą chyba iść z wnętrza silnika? Ciekawe... Nietypowy jest tu również podnóżek (właściwie podłoga) który po odchyleniu w bok służy jako boczna podpórka.


Pod dachem muzeum swoje miejsce znalazł jeszcze jeden Zundapp czekający na swoją kolej do renowacji. Tu również w oczy rzuca się typowa Zundappowska rama. Jednocylindrowy silnik ma wał ustawiony wzdłużnie - jak to zwykle u Niemców ;)


Gdyńskie Muzeum Motoryzacji to nie tylko motocykle. Znaczną część zbiorów stanowią zabytkowe samochody (w tym strażacki Ford z imponującą pompą). Dla nas największą atrakcją był czarny (a jakże!) Ford T - pierwszy samochód produkowany na taśmie montażowej.



Na koniec rzut oka na całe muzeum - metrażowo niewielkie, ale zgromadzona kolekcja naprawdę robi wrażenie. Mamy nadzieję, że zachęciliśmy Was do odwiedzenia tego miejsca !


PS Zdjęcia z innych miejsc, które odwiedziliśmy w trakcie wakacji >tu< i >tu<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz jest dla nas tym, czym benzyna dla silnika ! Daj nam moc !